„Chcę, aby moje dzieci czciły mnie, szczególnie przez czystość

swojego życia."

Matka Boża Ameryki

 

WPROWADZENIE

Poniższy tekst został napisany przez siostrę Mary Ephrem (Mildred Neuzil), w jej zakonnej celi. Przyjęła ona śluby zakonne w 1933 r. W zewnętrznych przejawach życia zakonnego siostra Mary Ephrem była bardzo podobna do innych sióstr w Zgromadzeniu, próbując żyć w wierności regule i religijnym praktykom w zakonie. Otrzymywała wyznaczone prace w różnych domach zgromadzenia, głównie zajęcia gospodarcze. W latach 1951 do 1954 uczyła w klasach przedszkolnych szkoły parafialnej i praca z małymi dziećmi sprawiała jej wielką radość.

Około 1938 r. zaczęła doświadczać mistycznych zdarzeń. Można by je określić jako wzloty ducha, wewnętrzne słyszenia (lokucje), itp. Doświadczenia te ani nie wzbudzały w niej niepokoju, ani jej nie przerażały. Co więcej, jak sama przyznała, sądziła, że takie rzeczy zdarzają się wszystkim siostrom zakonnym.

W 1948 r. te swoje doznania zgłosiła spowiednikowi. Ten roztropnie zalecił jej, aby była bardzo ostrożna, gdyż może to być przypadek nadmiernie aktywnej wyobraźni. Doświadczenia mistyczne nasilały się i odbierane znaki były coraz wyrazistsze. Rozważała bardzo poważnie swoje zamknięcie za klauzurową furtą, sądząc, że tam osiągnie wypełnienie przez siebie woli Bożej. Jednakże różne wydarzenia nie sprzyjały temu. Ostatecznie, jej macierzyste zgromadzenie ustanowiło klauzurę grupy sióstr, oprócz innych o regule otwartej, i w maju 1958 r. otrzymała zezwolenie na wstąpienie do tego klasztoru.

Te nadprzyrodzone zdarzenia, wspomniane wyżej, dotyczyły wyłącznie jej samej i jej życia duchowego: zaślubiny z Chrystusem, określenie „mały biały gołąbek", i inne. Natomiast nie było żadnych zewnętrznych oznak, które wyróżniałyby ją spośród innych sióstr zgromadzenia.

Siostra Mary Ephrem
(Mildred Neuzil)

Po latach zaczęła zapisywać zdarzenia podczas tych okazji szczególnej łączności z Bogiem. Jej notatki były czytane przez księży, których prosiła o kierownictwo duchowe, i nie znaleźli oni tam nigdy niczego przeciw wierze i moralności, ani niczego, co wskazywałoby na chorobę umysłową. Przeciwnie, pewne ujęcia, szczególnie dotyczące Trójcy Przenajświętszej, ukazały teologiczne zrozumienie wykraczające ponad to, co siostra mogła otrzymać podczas swej nauki religii.

Od 1954 roku otrzymywane objawienia przyjęły formę specjalnego nabożeństwa do Maryi, którego głoszenie zostało siostrze polecone. Była przekonana, że Maryja chce, aby Jej wskazania były właśnie przez nią wypełnione, dlatego spisała to przesłanie Maryi, w którym przedstawia Ona siebie jako Matka Boża Ameryki.

Siostra Mary Ephrem (Mildred Neuzil) zmarła 10 stycznia 2000 roku w miejscowości Fostoria, w stanie Ohio.

Nihil Obstat: +Daniel Pilarczyk, S.T.D.

Imprimatur: +Bp Paul Leibold, V.G.

Cincinnati, OH – January 25, 1963

 

MATKA BOŻA AMERYKI

Pan Jezus, mówił często do mnie w przeszłości, a już we wczesnych latach 1940. wiedziałam z moich wewnętrznych objawień, że moim zadaniem będzie głoszenie potrzeby uświęcenia rodziny. W tym czasie nie otrzymałam dokładniejszych wskazówek, w jaki sposób ma się to dokonywać.

Jednak w roku 1954 Pan Jezus skierował do mnie następujące słowa. Są one zgodne z przesłaniem Maryi dotyczącym duchowego odnowienia duszy, dlatego umieściłam je na początku tego rękopisu.

Słowa Pana Jezusa, 22 maja 1954: ...Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem, a jeśli dusze nie będą szukać życia we Mnie, znajdą tylko śmierć i zniszczenie.

Ludzie boją się urządzeń mogących powodować śmierć, ale przecież destrukcja jest w nich samych. Człowiek niszczy siebie przez zło, które jest w nim samym. Urządzenia militarne zabijają to co zewnętrzne, ciało. Człowiek zabija to, co jest wewnątrz – bez urządzeń, a jednak zabija.

Bóg jest światłem, a człowiek ciemnością; jeśli człowiek nie przyjdzie do światła, będzie na zawsze z ciemnością.

Głos Mojego Serca jest głosem Miłosierdzia. Jeśli człowiek nie będzie go słuchał, nie mogę nic więcej zrobić, bo wiąże on Moje ręce.

29 maja 1954: Moje Serce bije ze współczuciem dla płaczącego człowieka. Och, jakże chętnie pomógłbym mu nieść ciężar jego strasznego krzyża, zgotowanego, w największym stopniu, przez jego własne winy! Lecz niestety, nie można mu pomóc. Jestem zmuszony stanąć przy drodze i patrzeć na jego beznadziejną walkę w agonii.

O, człowieku, cóż Ja ci uczyniłem, że odtrącasz Moją pomoc?

Mój mały biały gołąbku, czy wiesz czego najbardziej brakuje dzisiaj światu? WIARY. Tak mało jest dusz, które wierzą we Mnie i w Moją miłość. Ludzie wprawdzie wyznają swoją wiarę i swoją miłość, ale nie żyją tą wiarą. Ich serca są zimne, bo bez wiary nie może być miłości.

Módl się i ofiaruj swoje wyrzeczenia, aby wiara mogła znów znaleźć drogę do serca człowieka.

11 lipca 1954: Moja córko, nie jestem darzony miłością w domach ludzkich. A ponieważ Ja nie jestem tam kochany, to Trójca Święta nie chce tam również przebywać.

Dzieci nie są uczone miłości do Mnie, ponieważ ci, którym są powierzone, nie mają czasu i cierpliwości, aby dbać o to.

Moje Serce boleje nad dziećmi na świecie. Ich serca są odciągane coraz dalej ode Mnie. Nie będą one również słuchać Mojej Matki, bo nie były nigdy uczone słuchania.

Jestem żebrakiem proszącym o miłość, a tak niewielu oddaje Mi swoje zasoby, które mogłyby zaspokoić Moje Boskie łaknienie. Pragnę miłości od Moich, a otrzymuję jedynie okruszyny, które nie zadowoliłyby nikogo.

Mój Ojciec jest zagniewany. Jeżeli Moje dzieci nie będą słuchały Mojego serca, głosu miłości i pouczenia, kara nadejdzie szybko i nic nie będzie w stanie jej powstrzymać. Miłosierdzie Mojego serca powstrzymuje Bożą sprawiedliwość, bliską zstąpienia na niewdzięczne i grzeszne pokolenie.

Biada rodzicom, którzy dają zły przykład dzieciom! Straszny będzie ich sąd. Będę wymagał dokładnego rozliczenia z każdej duszy powierzonej ich opiece.

Biada rodzicom, którzy uczą swoje dzieci, jak osiągać zysk materialny na tym świecie, a zaniedbują przygotowanie ich do przyszłego świata!

Biada dzieciom, które są nieposłuszne i nie szanują swoich rodziców!

‘Czcij ojca swego i matkę swoją.’ Według tego będą sądzeni najbardziej surowo.
 

Figura Matki Bożej przed katedrą św. Patryka - NYC
 

12, 13, 14 lipca 1954: Błogosławione rodziny, które oddają cześć Mojemu Imieniu i Imieniu Mojego Ojca.

Błogosławione domy, w których jestem kochany, albowiem mieszka w nich Trójca Święta.

Błogosławieni rodzice i dzieci, którzy mają dom dla Boga w swych sercach.

Mała sekretarko Mego serca, zapisuj te pouczenia dla uświęcenia Moich ludzi.

Dom Mojego Ojca jest domem modlitwy, a wy uczyniliście go jaskinią zbójców.

Moje dzieci, każdy dom i każda dusza jest domem Mego Ojca, ponieważ On je stworzył i one są Jego. Ale wiele z nich nie jest już uświęcone przez Jego Obecność. Złodzieje wtargnęli do nich i zawładnęli Bożą świątynią modlitwy. To wy, Moje dzieci, pozwoliłyście na to. Jeśli, Moje dzieci, oczyścicie te świątynie, Mój Ojciec powróci i przyjdziemy i uczynimy nasze wspólne mieszkanie z wami.

Powróć Mój ludu, bo Moje serce łaknie i pragnie twojej miłości. Jeśli nie wrócisz, sprawiedliwy gniew Mego Ojca spadnie na ciebie. Co wolisz – Moją miłość czy gniew Mojego Ojca? Wybieraj, a co wybierzesz, tak się też spełni. Nie będę przemagał twojej wolnej woli, bo jest ona na twój użytek, zgodnie z twoim życzeniem. (...)

Jesienią 1956 r. zostałam posłana do pomocy w jednej z naszych instytucji. W tym miejscu zaczęły się oficjalne wizyty Matki Bożej, a specjalne zadanie mi powierzone zostało objawione. Poniżej są relacje z tych wizyt, zapisane w tamtym czasie:

...Matka Boża pojawiła się przede mną, otoczona delikatnie jarzącym się światłem. Wiedziałam z niezachwianą pewnością, że to jest Ona, chociaż nie zaczęła mówić od razu. Zauważyłam uśmiech na Jej pięknym obliczu i lilię trzymaną w prawej ręce. Była ubrana w biały welon sięgający prawie do talii i w biały płaszcz i szatę bez żadnej ozdoby. Prostokątna broszka spinała brzegi płaszcza u góry. Była cała ze złota, podobnie jak korona z brylantami, włożona na jej głowę. Jej włosy i oczy były koloru brązowego. Miała bose stopy, lecz nie zawsze były one widoczne, gdyż czasami zakrywały je poruszające się obłoki, na których Matka Boża stała. Cały czas się uśmiechała. Wtem ujrzałam Jej serce, otoczone czerwonymi różami, jako symbol cierpienia, co zostało mi wyjawione, i wysyłające płomienie ognia. Lewą ręką Matka Boża unosiła lekko górną część płaszcza, tak więc Jej Niepokalane Serce mogło być widoczne.

Następnie usłyszałam słowa, wypowiadane uroczyście i wyraźnie, w spokojnym, ale dostojnym tonie: Jestem Matką Bożą Ameryki. Chcę, aby moje dzieci czciły mnie, szczególnie przez czystość swojego życia.

(...) Najświętsza Maryja Panna nazwała siebie Matką Bożą Ameryki w odpowiedzi na miłość i pragnienie takiego tytułu dla Niej, zrodzone w sercach Jej dzieci w Ameryce. Przyjęcie tego tytułu było wyrazem Jej zadowolenia z zaufania, jakie nasza amerykańska ziemia miała do Niej, a także nagrodą za wierne i dziecięce oddanie się Jej. Jej dzieci pragnęły tej osobistej wizyty Matki Bożej, a Ona w swej łaskawości i miłosierdziu odpowiedziała ponad wszelkie oczekiwania...

Od tego dnia (25 września 1956r.) widziałam Matkę Bożą często. Widać było, że bardzo zależy Jej na tym, abym dostrzegała prawdziwość i ważność Jej objawień.

27 września, Matka Boża ukazała się w czasie, gdy się modliłam. Trzymała Ona świat w swych dłoniach. Spływały na niego łzy z Jej oczu, tak jakby chciała oczyścić go z jego win. Potem usłyszałam te słowa, pełne smutku i troski:

Dostrzeżcie, o moje dzieci, łzy waszej Matki! Czy będę płakać na próżno? Smutek mego serca z powodu niewdzięczności i grzechów ludzi złagodźcie miłością i czystością swego życia. Czy uczynicie to dla mnie, ukochane dzieci, czy też pozwolicie swej Matce płakać nadaremno? Przychodzę do was, o dzieci Ameryki, jako ostatni dla was ratunek. Błagam was o wysłuchanie mego głosu. Oczyszczajcie swoje dusze w Drogocennej Krwi mojego Syna. Żyjcie w Jego Sercu i pozwólcie mi uczyć was żyć w czystości serca, co jest tak miłe Bogu. Bądźcie moją armią cnotliwych żołnierzy, gotowych walczyć do śmierci o zachowanie czystości swoich dusz. Ja jestem Niepokalana; ja jestem Patronką waszej ziemi. Bądźcie moimi wiernymi dziećmi, jak ja jestem waszą wierną Matką.

To są słowa mojego przesłania, moja córko. Spraw, aby dotarły one do moich dzieci.

Pragnę, aby cała Ameryka stała się moim sanktuarium przez to, że wszystkie serca staną się dostępne dla miłości mojego Syna.

(...) Poniżej jest relacja z następnej wizyty Matki Bożej, dokonanej w dniu 13 października 1956 r.:

Dzisiaj Najświętsza Dziewica ukazała mi się w czasie, gdy pracowałam w swej celi. Matka Boża była bardzo piękna i uśmiechała się znowu w swój niebiański sposób. Ubrana była podobnie jak wtedy, gdy widziałam Ją po raz pierwszy, z tym, że Jej Niepokalane Serce nie było teraz widoczne. Zamiast lilii, trzymała w obu rękach małą kopię sanktuarium Niepokalanego Poczęcia. Potem zaczęła mówić do mnie. Jej obecność ogarnęła mnie swoją świętością. Poczułam się zmuszona przerwać swą pracę, bo nie było możliwe, aby ją kontynuować. Uklękłam i zapisałam słowa Matki Bożej, jak Ona sobie życzyła:

To jest moje sanktuarium, moja córko. Jestem bardzo z niego zadowolona. Przekaż moim dzieciom, że im dziękuję. Niech zakończą prace nad nim szybko i uczynią z niego miejsce pielgrzymek. Będzie to miejsce cudów. Przyrzekam wam, że pobłogosławię wszystkim tym, którzy modlitwą, pracą i materialną pomocą wsparli budowę tej świątyni.

Rankiem 15 listopada 1956 r. Matka Boża nauczyła mnie tej krótkiej modlitwy: Przez Twoje Święte i Niepokalane Poczęcie, o Maryjo, broń nas od złego.

Następnie Matka Boża prosiła mnie, aby narysować Jej pierwsze objawienie. Prosiła także o sporządzenie figury z Jej podobizną i postawienie jej, po uroczystym przeniesieniu jej w procesji, w sanktuarium Niepokalanego Poczęcia w Waszyngtonie. Życzy Ona sobie, aby była tam czczona w sposób szczególny jako Matka Boża Ameryki, Niepokalana Dziewica.

Od stycznia 1957 do 1958 r. przestrogi Matki Bożej były mi przekazywane sukcesywnie. To są słowa wypowiedziane w styczniu 1957 r.:

Godzina jest już późna. Cierpliwość mojego Syna nie będzie trwała zawsze. Pomóżcie mi powstrzymywać Jego gniew, który może spaść wkrótce na grzesznych i niewdzięcznych ludzi. Cierpienie i udręczenie, niespotykane nigdy przedtem, może nagle zaskoczyć ludzkość. Jest to najciemniejsza godzina. Ale jeśli ludzie przyjdą do mnie, moje Niepokalane Serce zmieni ją w jasną na nowo, poprzez miłosierdzie, które mój Syn szczodrze rozleje przez moje ręce. Pomóżcie mi zbawiać tych, którzy nie zbawią się sami. Pomóżcie mi jeszcze raz przynieść słoneczny blask Bożego pokoju na świat.

Zostałam poproszona o skierowanie do mojego kierownika duchowego tego przesłania:

Śpiesz się mój synu, bo czas jest krótki, a kara będzie długa, dla wielu wieczna.

Powiedz Biskupom Stanów Zjednoczonych, moim wiernym synom, o moich życzeniach i o tym, jak chcę, aby były spełnione. Przez tego, kto jest twoim przełożonym spowoduj, aby stały się znane pragnienia mojego Niepokalanego Serca i przez to zostało ustanowione królestwo mojego Boskiego Syna w sercach ludzi, a zatem aby byli wybawieni od chłosty z nieba, zarówno teraz jak i potem.

Matka Boża, ponownie zwracając się do mnie, rzekła smutno, ale z nadzieją:

Moja córko, czy moje dzieci w Ameryce wysłuchają mych błagań i pocieszą moje serce? Czy moi wierni synowie spełnią moje życzenia i pomogą mi przynieść ponownie pokój Chrystusa rodzajowi ludzkiemu?

Módl się i pokutuj, moje słodkie dziecko, aby mogło się to spełnić. Ufajcie mi i miłujcie mnie, ja tak pragnę tego. Nie zapominaj o swojej biednej Matce, która płacze nad utratą tylu swoich dzieci.

Matka Boża, 3 lutego rano, 1957 r.:

Mój Syn prosi o miłość ze strony dusz, tę prawdziwą miłość pragnącą poświęcenia siebie dla Jedynego umiłowanego. Człowiek boi się poświęcenia, bo jest samolubny. Gdyby dusze poddały się mojej opiece, nauczyłabym je prawdziwej miłości. Gdyby ludzie naprawdę kochali mego Syna, nie kłóciliby się między sobą i mieliby pokój w swoich sercach.

Pokój pochodzi z wnętrza, nie z tego, co na zewnątrz. Gdyby ludzie mieli pokój w sobie, byłby pokój na świecie. Człowiek osiągnie pokój, jeśli w swym sercu będzie miał tę prawdziwą miłość bliźniego, która wyrasta ze szczerej miłości do mojego Syna.

Moje miłe dziecko, jeśli miłość nie ma korzeni głęboko wrośniętych w duszę, to umrze albo zostanie wyrwana przy pierwszym sztormie, który ją ogarnie.

O dziecko mego Czystego Serca, powiedz moim dzieciom, aby przychodziły do mnie i uczyły się tej prawdziwej miłości mojego Syna, która jest tak niezbędna dla ich pokoju w duszy.

Jakiś czas później, Matka Boża rzekła znowu:

Zmiana życia, o którą proszę, jest znakiem i dowodem miłości moich dzieci do mnie. Bóg patrzy na serce, a jeśli ono upodabnia się do Serca Jego Boskiego Syna, sprawia mu to największą przyjemność.

Lecz aby wasze serca wzrastały coraz bardziej i upodabniały się do Serca Syna, musicie iść do Matki, której serce jest najbardziej podobne do Jego Serca. Z tego Czystego i Niepokalanego Serca będziecie się uczyli tego wszystkiego, co uczyni was milszymi Boskiemu Sercu Syna Bożego. Trójca Przenajświętsza spogląda z nieskończonym zachwytem na takie dusze i czyni je Swoim niebem na ziemi.

Przychodźcie do mnie, moje dzieci, przychodźcie do mnie i uczcie się. Jest dużo do uczenia. Jest to dla waszego szczęścia i wiecznego zbawienia. Nie lekceważcie głosu waszej Matki. Jest to głos miłości, starający się was wybawić od wiecznej ruiny.
 

Figura Matki Bożej Ameryki wystawiona na ołtarzu
bocznym w kościele św. Piotra w Nowym Jorku
 

W marcu tego samego roku, Matka Boża odezwała się tak:

O moje słodkie dziecko, kiedy moje życzenia zostaną spełnione? Moje Niepokalane Serce bardzo pragnie zobaczyć królestwo Jezusa, mojego Syna, ustanowione we wszystkich sercach. Teraz błagam moje dzieci, aby otworzyły swe serca dla Niego, lecz w większości są one chłodne i obojętne. Czy kiedykolwiek matka wykazała więcej miłości i zainteresowania dla dobra swoich dzieci niż ja? O moja maleńka, córko mego Czystego Serca, musisz się modlić z większym zapałem i ofiarować siebie z większą miłością Sercu mojego Syna.

W kwietniu 1957 r. słowa Pana Jezusa zawierały to ostrzeżenie:

Moje miłe dziecko, jeśli moje dzieci nie zmienią swojego życia, to doznają wielkich prześladowań. Jeśli człowiek sam nie podejmie pokuty niezbędnej dla zadośćuczynienia za grzechy swoje i innych, Bóg w Swojej sprawiedliwości musi zesłać na niego karę, konieczną do odpłacenia za jego wykroczenia.

8 maja odwiedził mnie św. Michał Archanioł, który wypowiedział te pełne siły słowa:

Zanotuj to! Ja Michał, Anioł-kapitan Pana Boga Zastępów. Przychodzę oznajmić przyjście królestwa, królestwa pokoju. Czas już się zbliża. Pokutujcie, zmieniajcie siebie, o synowie ludzcy, wykazujcie skruchę i przygotowujcie wasze serca, aby Król mógł ustanowić Jego Królestwo w was. Nie zwlekajcie, bo czas łaski przeminie, a z nim i pokój, którego wam potrzeba.

Zobaczcie, Królowa aniołów i ludzi przychodzi najpierw, by wszystko przygotować na przyjście Króla-Syna.

Moja mała siostro, przesłanie jest jasne, nie ma wątpliwości. Spraw, by było powszechnie znane, nie wahaj się. Ja, Michał, powiedziałem. (...)

Wyjątki z przesłania Matki Bożej podczas Jej wizyty w dniu święta Niepokalanego Serca, 22 sierpnia 1957r.:

...O moje słodkie dziecko, czas upływa i wraz z nim przemijają niewykorzystane łaski, a człowiek stale odmawia współpracy ze mną w wypełnianiu Woli Bożej dla swojego uświęcenia i zbawienia.

Co ja mam czynić, dziecko mego serca, gdy moje dzieci odwracają się ode mnie? Fałszywy pokój tego świata wabi je i w końcu je zniszczy. One myślą, że trzeba tylko poświęcić siebie mojemu Niepokalanemu Sercu. To nie wystarczy. To, o co proszę i co jest najważniejsze, nie zostało spełnione. To, o co proszę, prosiłam, i będę prosić, to jest odnowa życia. Musi być uświęcenie się wewnątrz. Będę przyczyniała się do cudów łaski dla tych, którzy proszą o to i opróżniają swoje dusze z upodobania i przywiązania do grzechu i do tego wszystkiego, co nie podoba się mojemu Synowi. Dusze, które trwają się grzechu, nie mają swych rąk wolnych, gotowych do tego, aby odbierać skarby łaski, które trzymam dla nich.

Zobacz moja mała, tak czule kochana przez twoją Matkę, zobacz więc moje serce przebite okrutnym mieczem! Och, w jaki smutek wprawiły mnie moje dzieci!

Moje pokorne dziecko, mój mały kwiatku, musimy mieć więcej dusz, które miłują, miłują bezinteresownie i bez zastrzeżeń. Czy można dokonać czegokolwiek, jeśli się nie miłuje?

Chcę zgromadzić wokół siebie, moje czułe dziecko, żołnierzy i dzielnych chorążych, armię odważnych kochanków, którzy niosąc moje pochodnie rozpalą ogień Boskiej Miłości w duszach ludzi. Tylko ci, co są silni w miłości mogą zostać moimi żołnierzami, aby nieść wysoko, nie miecz zniszczenia, ale miecz ognia, płonącą pochodnię Bożej Miłości.

Moje biedne dziecko, cierpiałaś dużo, ale nie lękaj się. Nabierz odwagi, bo wkrótce niebo wytchnienia będzie ci dane – nie ucieczka od cierpienia i bólu, ale pustelnia samotności dla małego białego gołąbka, tak drogiego mi i Sercu mojego Syna.

Cierpliwości, słodkie dziecko! Wola Ojca powinna być ci droższa niż wszystko inne. Jest to lekcja, której każda dusza, pragnąca bliskiego zjednoczenia z moim Synem, powinna starać się nauczyć...

Tego samego dnia po południu, otrzymałam to polecenie od Matki Bożej:

Udaj się do biskupa. Powiedz mu o pragnieniach mojego serca. My pomożemy ci.

Słowa Matki Bożej zapisane w dniach 26-27 września 1957r.:

Moja droga córko, słodkie dziecko, zapisz moje słowa dokładnie, gdyż są one szczególnie ważne. Kieruję je do moich ukochanych synów, kapłanów, oddanych najbardziej intensywnemu i wyjątkowemu naśladowaniu mojego Syna w doskonałym sprawowaniu Jego Wiecznego Kapłaństwa.

Ukochani synowie, tak drodzy i błogosławieni pośród synów ludzkich, bądźcie troskliwi w utrzymywaniu świętości i godności waszego powołania. Niech wierni widzą w was wybranych i szczególnie umiłowanych naśladowców Syna Bożego. Bądźcie skromni w ubiorze i mowie, jak to przystoi tym, z tak wzniosłym powołaniem. Ubiór i obyczaje człowieka świeckiego są nie dla was, którzy, żyjąc w tym świecie, nie możecie przyjmować jego reguł.

Dzięki wam łaska sakramentów jest dawana duszom. Starajcie się więc być bardziej wartościowymi naczyniami, aby otrzymywać te łaski i z kolei przekazywać je duszom poddanym waszej pieczy.

Drodzy synowie, proszę was o praktykowanie umartwień i pokuty szczególnie starannie, ponieważ to wy macie prowadzić moje dzieci drogą pokoju. Ale ten pokój przyjdzie tylko przez miecz, płonący miecz miłości. Jeśli zatem miłujecie mojego Syna i chcecie mnie szanować, słuchajcie moich napomnień i dawajcie dobry przykład życia w pokucie i umartwieniu. W ten sposób, przez uświęcenie siebie, staniecie się jasnym i pałającym światłem dla wiernych, liczących na waszą pomoc i radę.

Miło mi, ukochani synowie, z powodu czci i miłości, jakimi mnie dotychczas darzycie. Czy teraz pójdziecie dalej i uczcicie mnie jeszcze bardziej, biorąc moje słowa do waszych serc i czyniąc to, o co proszę?

Wieczorem, w dniu święta Różańca świętego, 7 października 1957 r. Matka Boża ukazała mi się znowu. Jej ręce były złożone jak do modlitwy. Była poważna, chociaż Jej oblicze wyrażało swą naturalną wewnętrzną łagodność. Z Jej złożonych rąk zwisał niebieski różaniec z materiału podobnego do szkła. Miałam świadomość i przeczucie tego, że to, co Ona zaraz powie, jest nie tylko bardzo poważne, ale i najwyżej wagi. Matka Boża powtórzyła swoje pierwsze przestrogi:

Moja ukochana córko, to co chcę powiedzieć, dotyczy w szczególności moich dzieci w Ameryce. Jeśli ludzie nie będą pokutować przez umartwianie i zapieranie się samych siebie, aby zmienić swoje życie, Bóg ześle na nich karę, jakiej dotychczas nie znali.

Moje dziecko, nastanie pokój, jak to zostało zapowiedziane, ale nie wcześniej niż wtedy, gdy moje dzieci staną się czyste, a więc przyodzieją się w białą szatę łaski, i wtedy już będą gotowe do otrzymania tego pokoju, tak długo obiecywanego i tak długo wstrzymywanego z powodu grzechów ludzi.

Moje drogie dzieci, albo zrobicie to, o co was proszę i zmienicie swoje życie, albo sam Bóg uzna za stosowne oczyścić was w ogniu niewypowiedzianych kar. Musicie być przygotowani na przyjęcie Jego wielkiego daru pokoju. Jeśli nie przygotujecie się sami, Bóg będzie musiał to zrobić w Swej sprawiedliwości i miłości.

Odmawianie różańca przez całą rodzinę jest mi bardzo miłe. Proszę, aby każda rodzina próbowała to robić. Lecz starajcie się odmawiać różaniec z wielką nabożnością, rozważając każdą tajemnicę, starając się w codziennym życiu brać za wzór cnoty w nich przedstawiane. Przeżywajcie tajemnice różańca tak, jak ja to przeżywałam, a powstaną mocne więzi łączące was ze mną na zawsze. Ci, którzy przebywają w kręgu mojego różańca, nigdy nie zginą. Ja sama przyprowadzę ich do tronu mojego Syna w godzinie ich śmierci, na wieczne z Nim zjednoczenie.

Zapiszcie te słowa w swoich sercach, moje drogie dzieci, bo bardzo wam współczuje moje Niepokalane Serce. O, gdybyście znali te kary, które ja wstrzymuję poprzez błagania i wstawiennictwo za wami!

Czy zrobicie wreszcie to, o co was proszę, moje dzieci?

Relacje z objawień w dniach 22-23 listopada 1957 r.:

Nasza kochana Matka ukazała mi się w inny niż zazwyczaj sposób, około 11:30 rano 22 listopada. Następnego dnia, w sobotę, w mojej wizji było więcej szczegółów, może dlatego, że dzień wcześniej nie na wszystkie szczegóły zwróciłam uwagę. Ta wizja Jej postaci jest bardzo ważna, gdyż ukazuje ona Matkę Bożą tym, czym prawdziwie była w rzeczywistości, Niepokalanym Tabernakulum Bożej Opatrzności.

Matka Boża stała na globie ziemskim, Jej prawa stopa wspierała się na księżycu, będącym w fazie wzrostu sierpa lub w I kwadrze, lewa stopa na głowie raczej małego, szpetnie wyglądającego smoka. Widziałam ogień wychodzący spomiędzy jego potężnych szczęk, ale nie był on duży, gdyż smok nie mógł otworzyć swej paszczy szeroko, bo przygniatała ją stopa Matki Bożej. Czasem smok był koloru czarnego, a znowu chwilami przybierał odcień zielony. Matka Boża była cała w bieli. Jej welon był tak długi, że opasywał cały glob. Niekiedy welon stawał się tak przeźroczysty, że można było widzieć przezeń włosy Matki Bożej, a włosy te skrzyły się blaskiem wielu migocących gwiazd. Czasami brzegi welonu, rękawów, i stroju wydawały się otoczone światłem. Welon był trzymany na głowie przez wianek z białych róż. Jej stopy były bose.

Poprzedniego dnia Matka Boża ukazała się z rozłożonymi rękami. Podczas tej drugiej, następnej wizyty, uniosła powoli ręce do góry, następnie skrzyżowała je na piersi blisko talii. Jednocześnie skłoniła głowę lekko do przodu, przy czym oczy Jej były zamknięte, a nie tylko opuszczone lekko powieki w dół. Na Jej piersi, jakby poprzez welon, trójkąt i oko, symbolizujące Bożą Opatrzność były widoczne. Powiedziałam, że stopy Matki Bożej były bose, to znaczy bez obuwia, ale na każdej ze stóp spoczywała duża biała róża. Róże, te na stopach i te w koronie-wianku, były tak olśniewającej białości, że kontury płatków trudno było dostrzec, a czasami nie były widoczne wcale. Miało się wrażenie, że potężny promień światła spływał od Bożej Obecności wewnątrz Matki Bożej na glob pod Jej stopami. Następnie na połowie obwodu wokół Matki Bożej, nad Jej głową pojawiła się wstęga, na której złotymi literami były zapisane słowa: „Cała chwała córki Króla jest w niej"

Chociaż nie było widać ruchu Jej warg, słyszałam te słowa zupełnie wyraźnie:

Ja jestem Matką Opatrzności Bożej, stworzoną przez Tego, Który mieszka we mnie.

Wydawało się, jakby była Ona zalana delikatnym żarem światła, które pojawiło się razem z Nią. Światło to przenikało i jakby przesycało całe Jej jestestwo, nawet Jej strój i róże.

W wigilię święta Matki Boskiej z Lourdes, 11 lutego 1958 r.:

Moje Niepokalane Serce na końcu zwycięży, a Duch Chrystusa zamieszka w sercach ludzi. Ci, którzy tego Ducha nie odnajdą, będą skazani na wieczny ogień piekielny.
 

 

Nowojorscy strażacy z dumą pozują do zdjęcia z Matką Bożą Ameryki
 

Następnego dnia Matka Boża odezwała się znowu:

Moje dziecko, niczego nie można osiągnąć bez bólu. Przygotuj się na liczne cierpienia. Widzisz miecz w sercu swej Matki. Cierpienie dopełniło działanie Bożej łaski w mojej duszy. Ten, kto odrzuca cierpienie, nie będzie nigdy trwał w Duchu Chrystusa, nie będzie formowany na Jego obraz.

Moje słodkie dziecko, Ojciec nie uzna duszy za Swoją własną, jeśli nie zobaczy w niej podobieństwa do Swego umiłowanego Syna. Dusze muszą dążyć do doskonałości Ojca przez Ducha Syna.

Umiłowana córko, zastanawiasz się nad mieczem i głęboką raną, jaką on zostawił w moim Sercu. Jest to miecz smutku, wbity przez moje dzieci, które odrzuciły moje wskazania właściwej dla nich drogi. Jest tylko jedna prawdziwa droga do Ojca, moje dziecko, jedyna droga do wiecznego zjednoczenia. Jest to droga Boskiego człowieczeństwa. Jest to droga przez mojego Syna, Jednorodzonego Syna Ojca, na której dusze osiągają doskonałe zjednoczenie z Bogiem, tak doskonałe, jak ludzka natura jest do tego zdolna, wspomagana Bożą łaską...

W czerwcu 1958 r., kilka miesięcy po moim przejściu do reguły zamkniętej (klauzury), spacerowałam po zamkniętym dziedzińcu klasztornym przed pójściem na modlitwę. Czułam się przytłoczona uczuciem frustracji i ciężarem na sercu. Gdy zerknęłam w niebo, Matka Boża nagle pojawiła się przede mną, jak to uczyniła 26 września 1956 r.

Powiedziała do mnie: Nie lękaj się. Ja spełnię moją obietnicę. Wszystko będzie w porządku. Nie lękaj się. Te słowa bardzo mnie uspokoiły i udałam się na modlitwę z pokojem w sercu.

18 lipca 1959 r. Och, dusze pełne pychy! Jak one się opierają mojej łasce! O moi kapłani, moi drodzy w stanie zakonnym, czego bym nie zrobiła dla was, gdybyście tylko pozwolili mi na to? Przychodzę codziennie obleczona łaskami, które wy codziennie odrzucacie.

Cóż mam wam powiedzieć, moi najukochańsi? Jak długo jeszcze będziecie odrzucać moją miłość? To właśnie od was spodziewam się najwięcej, a otrzymuję jedynie strzępy waszych wzruszeń.

Jak długo jeszcze mam dźwigać wasz opór, wybrani moi? Jak długo jeszcze będziecie odtrącać moje starania?

Mój mały biały gołąbku, to ta niewdzięczność kapłanów i osób zakonnych przysporzyła mi wiele smutku w moim cierpieniu (męce).

Och, jaki opór stawiają oni mojej łasce! Jak sprzeciwiają się mojej miłości! Jak się boją, że zostaną pozbawieni swych „nędznych błyskotek" i odwracają się, żeby nie widzieć wyrzutu w moim spojrzeniu.

Matka Boża przyszła do mnie znowu 20 grudnia 1959 r. Oto jak zrozumiałam słowa, które do mnie skierowała:

...Och, pokutujcie, pokutujcie! Jak mało moje dzieci to rozumieją! Wypowiadają do mnie wiele słów, ale nie są zdolne do poświęceń. To nie mnie kochają one, lecz samych siebie. Och, jakie to zaślepienie, słodkie dziecko, jakież zaślepienie! Jak to rani moje serce!

Spójrz, ja płaczę, ale moje dzieci nie okazują współczucia. Widzą miecz w moim sercu, ale nie zrobią żadnego ruchu, aby go usunąć. Ja daję im miłość; oni dają mi tylko niewdzięczność.

Płacz więc, drogie dziecko, płacz razem z twoją Matką nad grzechami ludzi. Wstawiaj się ze mną przed tronem miłosierdzia, bo grzech ogarnia świat i kara nie jest odległa.

*       *       *

Powyższe fragmenty zaczerpnięto z książki "Our Lady of America", wydanej przez: Our Lady of America Center, P.O. Box 445, Fostoria OH 44830, USA., www.ourladyofamerica.com. Tłumaczenie własne, przedrukowano za zezwoleniem.
 

 

 

Medalik, który Matka Boża dnia 26 września 1956 r. poleciła wykonać, ma być ich puklerzem (kształt tarczy) przeciw złu, obraz lub figura Matki Bożej – ochroną dla domów, pomnik w Sanktuarium w Waszyngtonie – specjalną ochroną naszego kraju. Dookoła wizerunku Matki Bożej, tak jak się ukazała, mają być wygrawerowane słowa: „Przez Twoje Święte i Niepokalane Poczęcie, O Maryjo, wybaw nas od złego." Ten, kto nosi ten medalik z wielką wiarą i żarliwym oddaniem Matce Bożej, otrzyma łaskę wielkiej czystości serca i szczególną miłość Najświętszej Dziewicy i Jej Boskiego Syna. Grzesznicy otrzymają łaskę skruchy i duchowej siły do tego, aby żyć jak prawdziwe dzieci Maryi. Tak w czasie życia jak i w momencie śmierci, ten święty medalik będzie jak puklerz dla ochrony przed złymi duchami, a sam św. Michał Archanioł stać będzie u boku noszącego medalik, aby uśmierzyć jego lęk w ostatniej godzinie...

 

powrót do Archiwum roku 2008

powrót do Strony głównej