|
Szanse wdrażania Kredytu Społecznego Szczęsny Górski
Zrozumieć jak działać pieniędzmi: uważam, że jest to główna szansa. To, że można nas było tak długo bezkarnie obrabowywać, to tylko dlatego, że myśmy tej sprawy nie rozumieli.
Chciałbym,
żeby Państwo wyobrazili sobie taką sytuację: na
stole leżą cztery bochenki chleba i wokół stołu są
cztery osoby. Jest to odpowiednik rynku i produktów rynkowych. Proszę
sobie teraz wyobrazić, że te cztery bochenki chleba były
wytworzone w ten sposób, że każda z tych osób była
zaangażowana przy ich wytworzeniu. Następuje podział i
każdy ma prawo do jednego bochenka. Zróbmy następny krok. Wyobraźmy
sobie, że na stole leżą nadal cztery bochenki chleba,
ale technologia poszła do przodu i potrzebnych było tylko
trzech ludzi, żeby wyprodukować te bochenki. I teraz, co się
dzieje w obecnym systemie kapitalistycznym, rynkowym?
Mówi się, że trzy bochenki chleba należą się
tym, którzy brali udział przy ich produkcji. Jeden człowiek
nie był potrzebny do ich produkcji, więc co zrobić z
czwartym bochenkiem chleba? Są dwie odpowiedzi na to pytanie.
Jedna jest socjalistyczna. Mówi się, że trzeba go zatrudnić,
żeby miał jakąś pracę. Może przerzucać
kamienie z jednego miejsca na drugie, albo wpisywać jakieś
liczby, a następnie je wymazywać, a ma pracę. I za tę
pracę dostanie pensję i za to ma prawo ten czwarty bochenek
nabyć. Odpowiedź kapitalistyczna jest inna. Trzeba każdemu
z trzech ludzi, którzy produkowali cztery bochenki chleba ułamać
kawałek i dać temu głodnemu. Ktoś może wtedy
zapytać: a co z czwartym bochenkiem? Czwarty jest po prostu nie do
nabycia, bo nie była wytworzona płaca za pracę na
wyprodukowanie tego bochenka. On zmarnieje i przy następnym cyklu
produkcyjnym będziemy robić tylko trzy bochenki chleba. A
ten ułamany chleb, to jest podatek, który się zabiera.
Zróbmy
jeszcze jeden krok i wyobraźmy sobie, że technologia postąpiła
dalej i tylko jeden człowiek produkuje cztery bochenki chleba. Już
państwo widzą, co dalej. Jest trzech ludzi, którzy nie mają
prawa, bo nie mają płatnej pracy. Robotom się nie płaci.
Są cztery bochenki chleba i nabywca, który ma prawo za swoją
pensję nabyć je wszystkie cztery. Załóżmy, że
potrzebuje on tylko jednego bochenka chleba, więc trzy się
zmarnują. Doprowadźmy sprawę do absurdu. Mamy propozycję
prof. Leontiefa, laureata nagrody Nobla z ekonomii, Rosjanina żyjącego
w Stanach Zjednoczonych, który powiedział: wyobraźmy sobie,
że jutro budzimy się w technologicznym raju, gdzie wszystko
robią roboty. To jest bardzo bliskie sytuacji rzeczywistej, bo się
mówi, że niedługo 20% zdolnych do pracy ludzi będzie
zaspokajać produkcję dla całego świata. A co z
resztą? Leontief mówi: kto będzie mógł kupić
obfitość dóbr wykonanych przez te roboty? Nie będzie
takiej osoby, bo roboty nie dostają pensji, nie jedzą chleba,
natomiast obfitość jest ogromna.
To
pokazuje, jak absurdalna jest dziś sytuacja. Dzisiaj coraz mniej zużywa
się ziemi, coraz mniej zużywa się substancji pierwotnych,
nawet coraz mniej zużywa się energii. Ale coraz więcej zużywa
się informacji, myśli ludzkiej, technologii, która jest
dziedzictwem należnym nam wszystkim. I nastąpił ogromny
postęp, bo wystarczy porównać sobie komputer z okresu, kiedy
jeszcze były to ogromne szafy, a dzisiaj kieszonkowy laptop ma większą
pojemność, szybkość działania i zużywa dużo,
dużo mniej energii, natomiast jest tam dużo więcej
technologii. Okazuje się, że w tej chwili sytuacja jest zupełnie
odwrócona w stosunku do XVIII i XIX w., gdzie istniał niedostatek
obfitości dóbr. Dzisiaj mamy nadmiar dóbr.
Teraz
można postawić fundamentalne pytanie: czego nam brakuje? Jeżeli
gospodarkę podzielimy na trzy działy: produkcję,
konsumpcję i dystrybucję, to zastanówmy się. Jest taka
ilość produkcji, że każdy ma kłopoty z
nadmiarem. Dzisiaj nie ma nikogo, kto by miał usługi czy
produkcję i powiedział, że nie może więcej
produkować. Od fabrykanta butów, poprzez fabrykanta komputerów,
do rolnika, wszyscy są gotowi więcej i mogą więcej
produkować, nawet z tym kapitałem realnym, jaki mają w
ręku. Czy konsumpcja w jakiś sposób jest wąskim gardłem?
Przecież każdy może więcej skonsumować i chętnie
skonsumuje.
Wobec
tego wąskie gardło, jakie widzimy w praktyce, to jest dystrybucja.
Co to jest dystrybucja? Jest to transport, handel i pieniądz.
Transport nie mówi, że nie może więcej przewieźć.
Przeciwnie, oni bardzo chętnie przewoziliby więcej. Mają
samochody, są drogi, znajdą kierowców, wszystko zrobią,
byle tylko zarobić. To samo hurtownie i sklepy detaliczne. Oni
nigdy nie powiedzą, że nie mogą więcej. Tylko
przyjdźcie kupić, a my będziemy na pewno więcej
sprzedawali.
Tak
więc okazuje się, że tym wąskim gardłem jest
pieniądz jako system. Dlaczego? Dlatego, że obecny pieniądz
jest przystosowany do gospodarczej sytuacji niedostatku, czyli musi być
go za mało. Poza tym jest przystosowany do tego, by zmusić
ludzi, żeby nie mając w dostatecznej ilości pieniędzy
tworzonych przez państwo, szli do banku i kredytowali się
pieniądzem bankowym, czyli kredytem bankowym. I to jest drugi ważny
motyw, powodujący, że jest za mało pieniądza nie
opodatkowanego, nieoprocentowanego, pieniądza pierwotnego.
Natomiast ludzie używają pieniądza bankowego, który
jest trudny do spłacenia.
Mamy
więc dystrybucję, która zależy od pieniądza, którego
jest za mało, a jeżeli pieniądz jest, to jest wysoko
oprocentowany i jest niedostępny do użycia. To wszystko doprowadza
do absurdalnej sytuacji. 78% wszystkich niedożywionych poniżej
5 lat dzieci żyje w krajach, gdzie są nadwyżki żywności.
Nie możemy powiedzieć, że nie można tam ich wyżywić,
tylko że decyduje o tym kwestia pieniężna.
Czy
to nie jest absurd, że naród – Polska – dysponujący
wszystkimi możliwościami fizycznymi nie może wykarmić
swoich dzieci? Bo przecież odpowiedź jest u nas nie taka,
że nie ma chleba, tylko nie ma pieniędzy na chleb.
Ale chleba jest dosyć. Ten czwarty bochenek sobie leży. Tylko
nie ma sposobu przyznania, bo się mówi, że jedynym sposobem
przyznania jest pieniądz wypuszczony przez banki na procent.
Jak
działa pieniądz?
Zasadniczą
wartością pieniądza jest to, że zmniejsza on koszty
transakcyjne w porównaniu np. do wymiany bezpośredniej. Jest to właściwość
pieniądza, która nazywa się płynnością pieniądza.
Pieniądz, w przeciwieństwie do innych towarów, czy innych
obiektów wymiany, jest wymienialny na cokolwiek, kiedykolwiek, z
kimkolwiek i jest bardzo wygodny do podziału. Można go dzielić
na dowolnie małe jednostki. Te cztery cechy nazywają się
płynnością pieniądza. Pieniądz jest tym
idealnym medium wymiennym. Ten ogromny wynalazek pieniądza polega właśnie
na tym, że ma tę zdolność płynności. Ale
to wszystko oczywiście w granicach danej społeczności.
Można
podać taką definicję pieniądza: jest to umowa, w obrębie
danej społeczności, używania czegoś, jako środka
wymiany. Bardzo często się mówi, że pieniądz jest
pewnym towarem. Nawet w podręcznikach ekonomicznych się o tym
pisze, że pieniądz jest towarem. Za tym idą takie rzeczy,
jak np. handlowanie pieniądzem. Ale jak się bliżej
przeprowadzi analizę, to się okaże, że pieniądz
nie jest zupełnie towarem. Jest kompletnie czym innym, niż
inne towary. Powszechnie uważa się, że kapitał
fizyczny, bogactwa naturalne, kapitał ludzki, kapitał społeczny
i kapitał finansowy to jest to samo, że to znajduje się w
jednej płaszczyźnie. Tymczasem natura pieniądza dowodzi,
że my nie bardzo rozumiemy, czym jest pieniądz.
Okazuje
się, że pieniądz ma zupełnie inną naturę,
niż dobra realne, które są na rynku. Ma on naturę
abstrakcyjną. Ma naturę dwojaką: informacji o tym, co
jest realnie na rynku i uprawnienia do pobierania z rynku. Informacja
musi być o tym, co realnie istnieje dostępne na rynku, niejako
wymierzająca ilość dostępnych dóbr i usług
istniejących na rynku. I zarazem ta informacja jest uprawnieniem
do wymiany. To jest medium wymienne, to jest instrument. To nie jest
żadne osobne dobro typu chleb, buty itd. Dlatego fałszywym
jest zezwolenie na handlowanie informacją, bo to by tak wyglądało,
że robimy giełdę np. na miary fizyczne. Kto da więcej
za funta? Czy damy pół kilo, a za chwilę zrobimy pół
kilo przecinek pięć itd. Gdzie byśmy byli, gdybyśmy
w ten sposób posługiwali się informacją? Informacją
nie można spekulować, dlatego że wtedy się ona
deformuje i przestaje być prawdziwą informacją. Oczywiście
ci, co deformują tę informację, mogą z tego bardzo
korzystać. Tutaj jest ważne, żeby zrozumieć, że
natura pieniądza jest zupełnie przeciwna.
Komu
zależy, żeby ta informacja była deformowana? Diagram,
który przedstawiam, wykonałem na podstawie raportu Głównej
Izby Nadzoru w Kanadzie. Przedstawia on na co zużyto w okresie 125
lat pieniądz, jaki był w Kanadzie. Jak widać, niecałe
10% zostało przeznaczone na zabezpieczenie dóbr społeczeństwa,
a przeszło 90% poszło do banków. Pytanie brzmi: kim opiekuje
się państwo opiekuńcze? Mówi się, że te państwa
opiekuńcze: Szwecja, Francja, Anglia, Kanada tracą pieniądze,
bo są tak bardzo nadopiekuńcze. Ale proszę zobaczyć,
kim oni się opiekują? Odpowiedź jest prosta, a nam się
wmawia, że ten mały jasny kawałek jest już za duży
i dlatego kraj jest zadłużony. Ten kawałek to są
szkoły, szpitale, to jest kultura, policja, infrastruktura. To
jest wszystko to, czego społeczeństwo potrzebuje i na co
wydaje pieniądze, ale to jest niecałe 10%. I mówi się,
że te 10% to jest jeszcze za dużo, a ten duży kawałek
jest jeszcze za chudy i trzeba zabrać temu małemu kawałkowi
i dołożyć tamtemu.
My,
nie rozumiejąc natury pieniądza, dajemy sobie wmówić,
że to jest wina państwa opiekuńczego. Szwecja jest państwem
nadopiekuńczym, dlatego jest tak zadłużona. Nie! Ona
jest zadłużona dlatego, że musi spłacać
procenty bankom, a nie dlatego wcale, że tak chroni swoich
obywateli i daje kobietom wychowującym dzieci zapomogi, podtrzymuje
innych. To znów dowodzi, że my nie rozumiejąc natury pieniądza,
z jednej strony dajemy się obrabowywać systemowi, przez
tych, którzy rozumieją dobrze, jak to działa, z drugiej
strony nie śmiemy podjąć takich prostych środków,
jak pokazał to nam pan de Siebenthal [chodzi o zakładanie
banków lokalnych; w następnym numerze MICHAELA przedstawimy
artykuł Francois de Siebenthala na ten temat – red.]. I jest
dla nas zdumiewające, że to można tak prosto zrobić.
To jest takie proste w istocie, ale nie każdy o tym wie i dlatego z
tego nie korzysta.
(dokończenie
w następnym numerze)
Szczęsny
Górski |