|
Komunia
z Bogiem rozpoczyna się
w chwili stworzenia, prowadzi
przez serce Matki
ks.
Bogusław Jaworowski, MSF
Stworzenie
człowieka dokonało się jednak inaczej, niż każdego
innego stworzenia. Przed stworzeniem człowieka pojawia się
wewnętrzny dialog, odsłaniający pewien zamysł, który
słyszymy na kartach księgi rodzaju – „uczyńmy człowieka
na nasz obraz podobnego nam”. Po nim Stwórca bierze proch ziemi i
z niego kształtuje człowieka, po czym udziela mu swojego
tchnienia, które kieruje w nozdrza ukształtowanego ciała.
Wskutek tego tchnienia człowiek staje się istotą żywą.
Tchnienie, to coś, co wychodzi z samego wnętrza, tak jakby Stwórca
chciał nam w tym opisie stworzenia ukazać pewną prawdę
iż w człowieku jest to, co stanowi proch ziemi i to, co
stanowi owo tchnienie, pochodzące z wnętrza samego Pana
Boga, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą.
Opis stworzenia człowieka odsłania nam jeszcze jedną
zasadniczą prawdę. Jest to prawda o stworzeniu człowieka
jako mężczyzny i niewiasty. Nie jako samotnika mężczyzny,
czy też niewiasty, ale jako wspólnoty osób mężczyzny
i niewiasty. Ponadto autor Księgi Rodzaju zaznacza, że człowiek
w zamyśle Bożym przewidziany był jako stworzony na
obraz i podobieństwo Boże. Stworzenie więc człowieka
na obraz i podobieństwo Boże stanowi o wielkiej godności,
jaką otrzymał człowiek w akcie stwórczym. Spośród
całościowo przedstawianego podobieństwa człowieka
do Stwórcy, jak rozumność i wolna wola jednostki,
stworzenie do bycia mężczyzną i kobietą prowadzi nas
do prawdy, iż w Bogu – Stwórcy jest tajemnica, którą może
odsłonić nam męskość – ojcostwo oraz jest
tajemnica, którą odsłonić może nam kobiecość
– macierzyństwo. Macierzyństwo i ojcostwo odsłania
nam ukryte w Bogu pełne rodzicielstwo – to on jest dawcą
życia od samego początku. Człowiek zostaje przez Boga
zaproszony do dialogu miłości i do współuczestnictwa w
dziele stworzenia świata. Otrzymuje ponadto władzę nad
światem materialnym w owym „rośnijcie i rozmnażajcie
się, abyście uczynili sobie ziemię poddaną”. Ma to
się jednak odbywać w poszanowaniu praw Stwórcy, który
stawia pewne granice autonomii człowieka. Ostrzeżenie, by nie
zbliżać się do drzewa poznania dobra i zła odkrywa
zalążek tego prawa, jakiś jego fundament. Złamanie
tego nakazu doprowadziło do ogromnej tragedii całego rodzaju
ludzkiego. Konsekwencje nieposłuszeństwa Bogu okazały
się tragiczne w skutkach. Dotykają one rodzaju ludzkiego aż
do tej pory. Bóg jest dawcą życia, do Mojżesza mówi: „Jestem, Który Jestem”. Bóg jako Stwórca świata jest jedynym władnym, który może owe prawa ustanawiać. Można więc zauważyć, że już sam opis dzieła stworzenia prowadzi nas do stwierdzenia, iż Bóg od początku stworzył człowieka jako rodzinę, wspólnotę osób, w której odsłania nam tajemnicę rodziny Bożej. Po odwróceniu się od Bożego Prawa, Bóg pragnie uzdrowienia rodziny ludzkiej, dlatego pierwsze tchnienie jego uzdrawiającej mocy, to pierwsze dotknięcie, zostało skierowane w miejsce, w którym rodzaj ludzki nieustannie się odnawia i odradza. Jest to „Łono” kobiety – dziewicy z Nazaretu, pod sercem której rozpoczyna się ziemskie życie Bożego Syna. Mówiąc szerzej, było to łono rodziny Józefa i Maryi z Nazaretu. To znowu prowadzi do stwierdzenia, że rodzina jest w zamyśle Bożym tą przestrzenią, w której człowiek ma przychodzić na świat. Bóg złączył się z człowiekiem pod sercem matki, złączył się w sposób szczególny i w ten sposób wskazał ludzkości prawdziwą drogę prawdy i rozwoju.
To
pierwotne połączenie Bożego Syna z Maryją, Jego
matką, stanowi nowy rodzaj zjednoczenia, swoistej komunii, która
będzie wzorcem dla przyszłych pokoleń. Z tej to racji Najświętszą
Rodzicielkę nazywa Kościół pierwszym tabernakulum,
pierwszą monstrancją, czy też pierwszym domem Boga na
ziemi.
Niezapomniany
nasz rodak, Namiestnik Chrystusa na ziemi, papież Jan Paweł
II w swoim nauczaniu przez całe lata swojego pontyfikatu naśladował
Chrystusa. Szedł wiernie Jego śladami. Od samego początku,
od pierwszej chwili po wyborze na Stolicę Piotrową schronił
się pod sercem Niepokalanej, czemu dał wyraz w słowach:
„Cały jestem Twój, Maryjo”. Doskonale odczytał
testament Chrystusa z Krzyża, który umierając, w chwili
swej agonii, każdego swojego ucznia złożył w sercu
stojącej pod Krzyżem Matki. Agonia Krzyża to tajemnica
„narodzenia Eucharystii”, to tajemnica umierania do końca za
tych, których oddał Synowi Jego Przedwieczny Ojciec. W tym całkowitym
wyniszczeniu, nasz miłosierny Pan składa każdego człowieka
w tym miejscu, które jako pierwsze doznało uzdrawiającego
tchnienia, w którym dokonała się jedyna w swoim rodzaju
komunia Boga z człowiekiem. W ten sposób Pan wskazuje na drogę,
którą powinien przejść każdy Jego umiłowany
uczeń, czyli każdy, za którego oddał życie. Maryja
stając pod krzyżem rodzi więc całą ludzkość.
Kiedy słyszy słowa Syna: „Niewiasto, oto syn Twój”, Jej
serce doświadcza ogromnego bólu, gdyż stoi obok umierającego
Syna. Tak rodzi się Eucharystia, miłość do końca,
której nie można mieć większej nad tę, gdy
ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich.
Wspomniany
Jan Paweł II naśladując Mistrza w szczególny sposób
czerpał naukę z tajemnicy Krzyża. Jako Namiestnik
Chrystusa, każdego człowieka składał w sercu
Niepokalanej. Nie tylko sam schronił się w jej matczynych
ramionach, ale czynił to z każdym człowiekiem, którego
spotykał na swojej drodze. Doświadczali tego wszyscy ci, którzy
mieli tę szczególną łaskę prywatnej audiencji,
kiedy to każdemu zbliżającemu się indywidualnie do
niego człowiekowi wkładał w rękę różaniec.
Szczególnie wymowny był ten gest w ostatnich latach pontyfikatu,
kiedy to Papież – podobnie jak sam Chrystus – złączony
z krzyżem, każdemu z którym spotykał się bezpośrednio,
wręczał różaniec, czyli każdego człowieka wkładał
w ręce Niepokalanej. Różaniec jest bowiem tą namacalną
„ręką Matki”, która pragnie prowadzić swoje dzieci
najbezpieczniejszą drogą do Chrystusa, Swojego Boskiego Syna.
Zauważmy, że kiedy Jan Paweł II przygotowywał świat do przeżywania roku Eucharystii, w analogiczny sposób uczynił to z całym Kościołem. Najpierw ogłaszając rok różańca wskazał Kościołowi różaniec jako rękę Maryi. Wydał specjalny z tej okazji list apostolski Rosarium Virginis Mariae, dokonując reformy różańca poprzez rozszerzenie o tajemnice światła. W ten sposób Papież wskazał na prawdę, że w tajemnicy Maryi i przy jej pomocy powinniśmy odkrywać misterium Eucharystii. Przez rok byliśmy więc w szkole Maryi, która przez cały czas trzymając nas za rękę – „różaniec”, prowadziła nas aż pod sam Krzyż, by uchylić nam rąbka tej tajemnicy, w której Jej Syn składa siebie w ofierze za nasze grzechy. To Ona jako matka doprowadziła nas pod Krzyż Zbawiciela i stanęła jeszcze raz obok Niego niosąc nas w swoim Niepokalanym Sercu.
Jak
wielka jest miłość Boga do człowieka objawiona w
Tajemnicy Krzyża, podziwiać będziemy przez całą
wieczność. Niepokalana Matka Zbawiciela najdoskonalej ze wszystkich stworzeń doświadczyła tajemnicy Krzyża poprzez to, że sama miała w nim Swój macierzyński udział. Dlatego też Ona najpełniej tę tajemnicę potrafi Kościołowi rozświetlać.
Wartość
Eucharystii zrozumie ten, kto pragnął jej całymi latami,
a był jej pozbawiony.
Mało
kto rozumie tajemnicę Eucharystii w taki sposób, jak ci, którzy
całymi latami pragnęli jej smaku, lecz byli jej pozbawieni.
Spotkałem
wiele osób, które były pozbawione na poszczególnych etapach
swojego życia możliwości przyjmowania Chrystusa
Eucharystycznego. W mojej pamięci bardzo mocno pozostało pewne
doświadczenie, które miało miejsce w jednej parafii, w
czasie rekolekcji, które tam prowadziłem ku czci Niepokalanej.
Mówiłem wówczas wiele o Jej wstawiennictwie, Macierzyńskiej
trosce i wskazywałem na różaniec jako szczególny dar
otrzymany od tej cudownej Matki. Pod koniec rekolekcji przyszła
do mnie pewna kobieta, która bardzo poruszona w sercu, wręczyła
mi mały pakunek. Podczas wręczania powiedziała:
„–Proszę ojca rekolekcjonisty, proszę to przyjąć,
to jest pamiątka po mojej mamie”. Zapytałem: „–Co to
takiego?” Odpowiedziała: „–Różaniec”. Spojrzałem
na nią i odpowiedziałem: „–Proszę pani – jak to
pamiątka po mamie, to może lepiej zostawić w domu”.
Ona odpowiedziała: „–Ten różaniec, to jak relikwia i
boimy się, że w domu się zniszczy lub zginie. Ten różaniec
zrobiony jest z dziennej racji chleba, którą mamusia otrzymywała
w czasie katorgi na Syberii, kiedy wiele lat spędziła w łagrach
sowieckich. Wiele razy nam opowiadała, że gdy wywożono
Polaków na zsyłkę, tam na miejscu okazywało się,
iż warunki są koszmarne, co sprawiło, że wielu z
wywiezionych ich nie przetrzymało. W tych nieludzkich warunkach
ludzie szukali ratunku w wierze. Wielu zesłanych było ludźmi
bardzo głęboko wierzącymi. Tam pozbawieni zostali możliwości
udziału w niedzielnej Eucharystii, spowiedzi i przyjmowaniu
Komunii Świętej na całe lata. Sami organizowali więc
życie religijne, urządzali nabożeństwa, modlitwy
i starali się być blisko Boga. Gdzieś głęboko w
sercu czuli opiekę Matki Najświętszej. Wielu wierzących
nie mogąc przyjmować Komunii Świętej, zapewne z
tego powodu ogromnie cierpiało. Tym, co najbardziej przypominało
im Eucharystię był chleb, którego ciągle nie mieli do
syta. Z tego więc chleba robiono różne przedmioty kultu
religijnego, by w czasie modlitwy całować i duchowo przyjmować
Chrystusa do swojego serca. W różańcu połączyli
Eucharystię z Matką Najświętszą. Moja mama oddała
dzienną rację chleba, by z niego zrobić różaniec.
Głęboko wierzyła, że Matka Najświętsza
przyprowadzi ją do domu rodzinnego. Brała ten różaniec
do ręki, przykładając do ust całowała i modliła
się zapraszając Chrystusa, który dobry jest jak chleb, do
swojego serca. Prosiła o to, by pozwolił jej wrócić do
domu ojczystego. Wierzyła, że trzymając Maryję za
rękę wróci do ojczyzny.
Modlitwa
została wysłuchana. Po latach wszyscy się odnaleźli
i wrócili żywi. To był cud. Widzi więc ksiądz,
że na tym różańcu jest cierpienie i krew ludzka, ogromna
ofiara, którą ponieśli ludzie. Niech go ojciec weźmie, a
będzie mógł pokazać innym na takich rekolekcjach, jak te”.
Wówczas
z wielkim pietyzmem wziąłem i ucałowałem ten maleńki
różaniec, z którym związana była tak wielka ofiara, różaniec
wykonany z chleba, który miał krzyżyk zrobiony z kości
renifera.
Wiele
razy wracam do tej chwili i do wielu innych, podobnych opowiadań,
jak wyznawcy Chrystusa w sytuacjach ekstremalnych czerpali moc z wiary
w obecność swego Pana i Jego Przenajświętszej
Matki.
Eucharystia
to tajemnica obecności Bożego Syna na ziemi pod postaciami
chleba i wina, w których pozostał z nami aż do skończenia
świata. Z niej bije przeogromna, życiodajna moc Kościoła.
To przedziwne niekończące się źródło, które
niesie życiodajny pokarm na życie wieczne. Eucharystia to
pokarm z utraconego w raju Drzewa Życia, które Syn Boży
przyniósł nam z wieczności.
Eucharystia
kierując nasze serca w stronę tajemnicy Krzyża, odsłania
nam ponadto prawdę o przebaczeniu, w którym Bóg Ojciec wyciąga
do ludzkości rękę z umierającym na Krzyżu Swoim
Synem, który mówi do człowieka: „Już nic więcej nie
mogę ci dać”. Ten dar składam w twoje ręce. Jeśli
go nie przyjmiesz – przegrasz, bo Ja nie złamię twojej
wolnej woli. Nie chcę miłości niewolnika, ale przyjaciela,
dziecka, które zwraca się do mnie sercem wypowiadającym słowa
„ABBA – OJCZE”.
Wydaje
się, że w obecnych czasach świat potrzebuje zarówno
opieki i wstawiennictwa Matki Najświętszej oraz pokarmu
Eucharystii. Niepokalane serce Matki Zbawiciela jest jedynym miejscem,
które nie doznało skażenia grzechem, w którym wrogowie
zbawienia nie zwyciężyli. Powinniśmy się uciekać
i chronić w tym bezpiecznym dla nas miejscu, zwłaszcza teraz
kiedy atakowani jesteśmy przez tak bardzo panoszące się
siły zła, kiedy kwestionowane są nasze chrześcijańskie
wartości, wystawiana na ogromną próbę nasza wiara.
Maryja zapowiedziała tryumf swego Niepokalanego Serca. Może
się to jednak dokonać poprzez odmianę naszych serc.
Potrzebny jest pokarm byśmy nie osłabli. Tym pokarmem jest
Eucharystia.
W
ubiegłym roku z Panem Jackiem Morawą, redaktorem pisma
MICHAEL, podjęliśmy wyprawę przez ziemię kanadyjską
i amerykańską głosząc orędzie miłosierdzia
we wspólnotach polonijnych. Tematem był szerzący się
problem szeroko rozumianego okultyzmu wśród chrześcijan
katolików. Korzystając z zaproszeń księży proboszczów
poszczególnych parafii przeprowadziliśmy wiele spotkań na
powyższy temat. Z tak bogatego doświadczenia wyłania
się bardzo ciekawy obraz. Wiele rodzin, które spotkaliśmy
przeżywa ogromne trudności. Wiele osób doświadczyło
tragedii rozbicia rodzin, niewdzięczności swoich bliskich.
Można pokusić się o stwierdzenie, że te rodziny, które
zostały i trwają razem, to w znacznej większości
rodziny nie tylko wierzące, ale przede wszystkim prowadzące
głębokie życie sakramentalne. Niedzielna Msza święta,
Spowiedź oraz Komunia Święta stanowią dla nich
zasadniczą i nienaruszalną wartość, stanowią
wręcz o ich tożsamości. Niemalże namacalnie można
było stwierdzić, że rodziny te swoją moc czerpią
z pokarmu sakramentalnego, to znaczy z tych ściśle ze sobą
złączonych sakramentów świętych niedzielnej Eucharystii
i Sakramentu Pokuty.
Widząc
tę tragedię lękam się o te rodziny, które wiarę
traktują jako pewien element kulturowy, czy tradycyjny i nie pogłębiają
jej w świetle obowiązku względem Boga. Jeden z chrześcijańskich
myślicieli pisał, że w czasach próby, kiedy w wyniku
powszechnego eliminowania Boga z życia ludzi piekło otrzyma
większą swobodę działania, szatan całą
swoją armię skieruje przeciw rodzinie jako ostatniej twierdzy
broniącej sacrum i zniszczy ją tak dalece, że ostoją
się tylko te rodziny, które będą prowadziły głębokie
życie sakramentalne – nie tylko religijne, ale te, które będą
schronione pod sercem Niepokalanej i złączone z Chrystusem
poprzez częstą Komunię Świętą i Spowiedź.
Wsłuchując się w słowa zmarłego Papieża Jana Pawła II, który obecną cywilizację nazwał cywilizacją śmierci (cywilizację śmierci możemy nazwać cywilizacją demoniczną, ponieważ szatan jest zabójcą od początku), tym bardziej zachęcam do życia Eucharystią. Stając pod Krzyżem Chrystusa chrońmy się w sercu Jego Niepokalanej Matki i przy Jej pomocy toczmy zwycięski bój z wrogami zbawienia.
Matko
Najświętsza, staję obok Ciebie pod Krzyżem Twojego
Syna. Wsłuchuję się w Jego słowa, w których umierając
prosi Ciebie, byś wzięła mnie, umiłowanego ucznia,
za Swoje dziecko. Proszę Cię ukochana Matko, uchyl mi bram
Twojego niepokalanego serca, bym mógł wejść i schronić
się w nim. W Twoim sercu, które całe jest świątynią
Ducha Świętego, znajduje się ołtarz, na którym płonie
Jego ogień. Proszę Cię Matko, złóż mnie w tym
ogniu, by wypalone we mnie zostało to, co jest chore, słabe i
grzeszne. Niech moje serce stanie się jak miecz obosieczny w ręku
kowala i niech zanurzone w ogniu Ducha Świętego napełni
się mocą i światłem tego ognia. Proszę cię
Matko, bym mógł pozostać schroniony w Twoim sercu i uzbrojony
w moc Ducha pod Twoją opieką toczył zwycięski bój
z wrogami zbawienia. Posyłaj mi Matko zawsze Twoich świętych
aniołów, by mnie wspomagali. Wyproś mi dar modlitwy w
intencji mojej rodziny ... bliskich ... i tych, którzy o modlitwę
mnie proszą. Niech nie szukam swojej chwały, ale Twojego
Syna i Twojej, Matko. Pomóż mi także Bolesna Matko zgłębiać
tajemnicę Krzyża Twojego Syna. Pomóż mi głębiej
przeżywać zjednoczenie z Nim w Eucharystii. Niech Ona będzie
moim pokarmem i moją mocą na czas największej próby.
Amen.
ks.
dr Bogusław Jaworowski, MSF |