|
Bezrobocie, co to jest? Rzeczywiste przyczyny bezrobocia Kto jest faktycznie odpowiedzialny za bezrobocie
Louis
Even Źródło
ubóstwa
Słowo
“bezrobocie” znaczyło kiedyś odpoczynek. Był to
czas odprężenia po ciężkiej fizycznej pracy, czas
przeznaczony nie na przymusowe i wyczerpujące siły zajęcia,
ale raczej na działania uaktywniające intelekt i rozwijające
ducha. W czasie świąt kościelnych albo państwowych
lub w niedziele – byliśmy „bezrobotni”. Dzisiaj
słowo „bezrobotny” wywołuje zupełnie inne skojarzenia.
Dziś dla większości oznacza to ciężką próbę
życiową, biedę będącą konsekwencją
utraty zarobków, jedynego źródła utrzymania. W dzisiejszych
czasach bezrobocie, zamiast dawać człowiekowi okazję do
rozwoju kulturalnego i duchowego, wystawia go tylko na pastwę
zmartwień, trwogi i cierpienia. Dzieje
się tak dlatego, że obecnie już nie korzystamy bezpośrednio
z owoców pracy naszych rąk, ale z dóbr, które kupujemy od innych
za pieniądze. Lecz pieniądze te możemy zdobyć
tylko będąc zatrudnionym. Ponieważ większość
pracowników nie ma innych środków produkcji jak własne ręce
i jakieś umiejętności, które kiedyś zdobyli, mogą
oni szukać zatrudnienia tylko w służbie dla innych, głównie
w zakładach przemysłowych i handlowych. Jeśli takiego
zatrudnienia nie mają albo je tracą, zostają bezrobotnymi,
a ich płace, niezbędne przecież do życia, przestają
być wypłacane. Nawet
mając ubezpieczenie na wypadek utraty pracy nie jesteśmy w
stanie uniknąć tych miażdżących nas i nasze
rodziny kleszczy w sytuacji utraty pracy. W przypadku wypłaty zasiłku
z tytułu ubezpieczenia dochód drastycznie się zmniejsza, a
przecież potrzeby bezrobotnego i jego rodziny wcale nie uległy
zmniejszeniu. Dlatego też bezrobotny żywiciel rodziny przeżywa
często okresy strachu i tortur psychicznych. A gdy wypłata zasiłku
się kończy, oznacza to katastrofę dla całej rodziny. Najbardziej
nieludzkim przepisem w tym systemie ubezpieczenia jest to, że
pomoc ta definitywnie się kończy wtedy, gdy bezrobotny,
wyczerpawszy wszystkie swe szczupłe zasoby, potrzebuje pomocy właśnie
najbardziej. To tak jakby żądać ścisłego
postu nie od kogoś zdrowego i dobrze odżywionego, ale od człowieka
osłabionego długim okresem niedożywienia. Jest
także nieludzkie odmawiać zasiłku bezrobotnemu z powodu
niewystarczającej ilości „pieczątek” tzn. gdy
bezrobotny nie miał szczęścia przepracować
odpowiedniej liczby tygodni, zanim został zwolniony z pracy. Im
mniej mógł zarobić, tym bardziej zamyka się przed nim
drzwi. Ci bardziej pechowi są gorzej traktowani. Chybione zarzuty
Nie
jest chyba dziwne, że w systemie, w którym aspekt finansowy jest
ważniejszy niż aspekt ludzki, będziemy szukać
winnego w sytuacji, gdy bezrobocie podnosi swą szpetną głowę.
Ale powinniśmy być tu ostrożni, bo łatwo skierować
zarzut w niewłaściwym kierunku, a kompletnie nie dostrzec właściwego
celu. Na
przykład wiele osób odpowiedzialnością za bezrobocie
obciąża przemysł i prywatne przedsiębiorstwa,
ponieważ nie zapewniają one pra Wysuwanie
takich oskarżeń wobec przedsiębiorstw ujawnia lekceważenie
i zupełny brak wiedzy na temat rzeczywistej roli i znaczenia
przemysłu. Otwarcie
nowego zakładu przemysłowego w regionie jest witane zawsze z
ogromną radością. „Zapewni to ludziom dużo nowych
miejsc pacy,” usłyszysz. W rzeczywistości, to nie miejsca
pracy interesują ludzi, ale raczej koperty z wypłatą, których
te miejsca dostarczają. Nie jest trudno znaleźć pracę
bez płacy; każdy z odrobiną inteligencji może zawsze
znaleźć mnóstwo prac i mieć zapewnione zajęcie,
jeśli tylko pieniądze nie mają dla niego znaczenia. Jeśli
traktujemy przemysł jako dostarczyciela pracy i płacy i nic
ponadto, to w dalszym ciągu mylimy się. Celem przemysłu
nie jest dostarczanie zatrudnienia, ale produkowanie dóbr. Ogólniej,
istotnym celem całego systemu ekonomicznego jest produkowanie i
dostarczanie dóbr i usług dla zaspokajania potrzeb ludzi i
dokonywanie tego szybko i sprawnie, przy minimalnym wydatku energii. Doskonały
system ekonomiczny powinien zaspokajać wszystkie materialne
potrzeby ludzkie, zaopatrywać ludzi we wszystkie materialne dobra,
bez wymagania jakiejkolwiek fizycznej pracy ze strony człowieka.
Zatem człowiek mógłby poświęcić się całkowicie
działalności i zajęciom innym niż czysto ekonomiczne,
które przecież z pewnością nie wypełniają całego
zakresu jego działalności. Zastanówmy
się teraz jak ta zasada powinna funkcjonować w przemyśle.
Jeżeli przemysł potrzebuje ludzkich rąk, to dlatego
tylko, by wytwarzać produkty. Ale w nieustannym procesie udoskonalania
metod produkcji, przemysł powinien coraz sprawniej służyć
społeczeństwu, a więc wymagać coraz mniej czasu i
energii ze strony osób uczestniczących w procesie wytwarzania dóbr
materialnych i usług. Każde rozumowanie zaprzeczające
takiemu wnioskowi jest po prostu nielogiczne. Nie ma takiego rzemieślnika
ani gospodyni domowej, którzy wykonując wprawdzie swe zadania
rzetelnie, nie dokładaliby przy tym wszelkich starań, aby
wykonać je w możliwie najkrótszym czasie i przy możliwie
najmniejszym wydatku energii. Dlaczego przemysł miałby
funkcjonować inaczej? Przypisywanie
tak wielkiego znaczenia zatrudnieniu nie jest spowodowane względami
logicznymi. Powodem jest raczej to, że zatrudnienie stało się
jedynym sposobem zdobywania środków do życia. Dzieje się
tak dlatego, że środki dystrybucji produktów nie zostały
właściwie dostosowane do rytmu postępu technologicznego. Co
by się stało, gdyby zautomatyzowanie w przemyśle osiągnęło
swą pełnię, a więc wyeliminowało zupełnie,
lub prawie zupełnie, potrzebę pracy ludzkich rąk? Czy
zaniechalibyśmy wtedy dystrybucji dóbr, ponieważ są
one produkowane automatycznie? Nie ma żadnej wątpliwości,
że musimy wynaleźć środki, różniące się
od istniejących obecnie i pozwalające na rozdzielanie
owoców produkcji w taki sposób, aby zaspokajać potrzeby społeczeństwa. Ale
dlaczego mielibyśmy czekać z wprowadzeniem nowego
systemu aż do czasu, gdy zautomatyzowanie osiągnie swój
maksymalny poziom. Dlaczego nie rozpocząć tego teraz,
wprowadzając początki naszego nowego systemu jako uzupełnienie
istniejącego, a następnie wprowadzać go coraz pełniej,
w miarę jak postęp techniczny stale zmniejsza potrzebę
ludzkiej fizycznej pracy? Nowa metoda – Kredytowcy Społeczni nazywają
ją dywidendą – jest wynagrodzeniem z tytułu postępu,
a nie z tytułu pracy. Jest to wynagrodzenie, które przysługuje
każdemu, bo postęp jest wspólnym dobrem, czymś należącym
do każdego; jest to dziedzictwo przekazywane z pokolenia na
pokolenie jako spadek przysługujący wszystkim. W nowym
systemie bezrobocie odzyskałoby swoje pierwotne znaczenie jako
czas wytchnienia, który można poświęcić zajęciom
ulubionym, wybranym spontanicznie, zajęciom na pewno bardziej produktywnym
i bardziej szlachetnym niż obowiązkowa, niewolnicza praca.
Poza tym takie bezrobocie już nie powodowałoby utraty
dochodu, a więc nie nękałoby już bezrobotnego
koszmarami sennymi, co ma miejsce przy panującym systemie. Wszystko
co powiedziano wyżej dowodzi, że jest absurdem oskarżanie
prywatnych przedsiębiorstw o to, że nie dostarczają
zatrudnienia dla wszystkich. Można obwiniać te przedsiębiorstwa
tylko wówczas, gdy nie produkują dóbr i usług, których
potrzebują ludzie. Kto
rzeczywiście powinien być oskarżony
Przy
założeniu, że jest nam znane jak dostosować postęp
techniczny do wymogów sprawnej dystrybucji, jest zupełnie logiczne,
a także pożyteczne, iż ten postęp odbiera ludziom
pracę i tym samym uwalnia ich od trudu przy produkcji. Jednakże
w tak młodym kraju jak Kanada, będącym stale jeszcze w
fazie intensywnego rozwoju, bezrobocie jest czystym nonsensem gdy
rozważymy mnóstwo potrzeb czekających na zaspokojenie, głównie
w dziedzinie dóbr trwałych, takich jak na przykład domy dla
rodzin, inwestycje związane ze wzrostem obszarów miejskich, tak
bardzo potrzebne dziś z powodu wzrostu liczby ludności w
miastach, szpitale, budowa i naprawa dróg, budowa mostów, itp. Z
powodu naszych wielorakich potrzeb, istnieje ogrom przedsięwzięć
pilnie domagających się realizacji. I nie trzeba być
ekonomistą aby wiedzieć, że zawsze można znaleźć
każdą potrzebną liczbę rąk gotowych do pracy i
każdą liczbę dostawców czekających z natychmiastową
dostawą takich materiałów, jakie są potrzebne do
wykonania tych przedsięwzięć. Chyba
każdy wie także, co uniemożliwia realizację tych
projektów. Na przykład przedsiębiorca budowlany nie może
zwlekać z zapłatą dla pracowników i za materiały
potrzebne do budowy do momentu, aż dom zostanie sprzedany. Nie może
on sprzedać domu przed jego wybudowaniem; ale przecież musi on
płacić za budowanie domu w czasie, gdy dom jest właśnie
w trakcie budowy. Innymi słowy, aby móc budować dom, musi
on zawczasu dysponować kredytem finansowym. Gdy otrzymuje on taki
kredyt, może organizować budowę, a jego rodzina ma
środki do życia. Gdy kredytu nie może uzyskać, nie
może prowadzić budowy; jego pracownicy, a także on sam,
stają się bezrobotnymi, a rodziny nie mając domu, muszą
wynajmować mieszkanie albo mieszkać w slamsach. Z
takich właśnie powodów oskarżamy ograniczenie kredytu
o blokowanie działalności przemysłowej i handlowej oraz
o powodowanie bezrobocia. System
finansowy jest winny podwójnie. Po pierwsze, jest winny odmowy
finansowania produkcji dóbr, które są fizycznie możliwe do
wyprodukowania i które mogą zaspokoić rzeczywiste i pilne
potrzeby. Po raz drugi jest winny dlatego, że odmawia odpowiedniego
finansowania konsumpcji takich dóbr, poprzez odmowę dostarczania
społeczeństwu kupujących pieniędzy potrzebnych na
pokrycie różnicy między kosztem cen tych dóbr a siłą
nabywczą społeczeństwa. To
co powiedzieliśmy o przedsięwzięciach budowlanych,
powinno dotyczyć także projektów zarządów miast, szkół,
szpitali, itd. System
finansowy jest winny. Ale każdy rząd zezwalający na taką
finansową dyktaturę jest równie winny. Jeśliby,
jak my Społeczni Kredytowcy się tego domagamy, cała nowa
produkcja (prywatna, miejska, prowincjonalna i federalna) była
automatycznie finansowana przez emisję nowych kredytów i jeśliby
te kredyty były wycofywane z obiegu w momencie, gdy produkty
zostały skonsumowane i na obszarze, gdzie ta konsumpcja miała
miejsce, to nie mielibyśmy powodów, aby stawiać zarzuty rządowi
w Ottawie. Odpowiedzialność za ten system księgowania
kredytu (nie za decyzje co powinno być produkowane, a co nie
powinno) stale spoczywa na barkach władz w Ottawie. Ale
skoro tylko finanse zostałyby podporządkowane fizycznej
rzeczywistości i gdziekolwiek jakieś nowe fizyczne realia
miałyby się pojawiać, to decyzje o tym co powinno się
pojawiać (być produkowane), a co nie powinno nie mogłyby
być pozostawione w gestii władz centralnych. Decyzje te
powinny należeć do producentów i konsumentów. Kredyt stałby
się oddanym sługą producenta, który z kolei posłusznie
spełniałby życzenia konsumenta, który wreszcie najlepiej
ze wszystkich wie, czego sam potrzebuje a czego nie. Byłaby
to prawdziwa demokracja finansowa. Zostałby więc wreszcie położony
kres finansowemu dyktatorstwu, mnóstwu problemów tworzonych przez
ten fałszywy system, ubóstwu bezsensownie narzucanemu tak wielu.
Byłby to kres położony tym wszystkim warunkom, które
zmuszają tak wielu do szukania na próżno pomocy u chimery
socjalizmu. Jedynym
rozwiązaniem możliwym do przyjęcia dla tych, którym leży
na sercu godność osoby ludzkiej, jest rozwiązanie
prezentowane przez Kredyt Społeczny. Louis Even Ten artykuł był publikowany w pismie Michael — styczeń-luty 2003.
|